Przydarzyła mi się wczoraj (jednak nie z wieczora) rzecz co najmniej niezwyczajna. A mianowicie idąc pod świeże pieczywo, natknąłem się na rozmaszczone kocie zwłoki na jezdni i rozłożone tuż obok nich równomiernie cztery bułki. Gdy wracałem natomiast z marketu, walała się już tylko padlina... Nawet zakładając, że komuś pękła reklamówka, to nieco odstręczające wydaje się być jedzenie zakurzonych (a może i zakrwawionych!) kajzerek. Ohyda! A w sprawie samych czworonogów muszę przyznać, iż nie mają co liczyć na uprzejmość kierowców. Statystycznie ginie bowiem jeden (czasami wręcz dwa lub trzy) kot tygodniowo na sławetnej drodze wojewódzkiej, przecinającej moją wieś.
18 kwi 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz