Powoli świat osnuwa się szarą przędzą wieczora... Siedzę akurat przed domem, z laptopem na kolanach i dziękuję temu, kto skonstruował bezprzewodowy komputer. Jaka to przyjemność móc wyjść na zewnątrz i surfować, łypiąc do woli O2...
Z głośników tymczasem sączą się subtelne dźwięki Quechua song Jana Garbarka i The Hilliard Ensemble z albumu Mnemosyne, vol. 1 (1999), stanowiącego fuzję pietyzmu instrumentalnego ze starodawnymi wokalizami męskimi. Magiczny saksofon pół-Polaka i półkrwi Norwega w tej kompozycji właściwie śpiewa więc pospołu z brytyjskim kwartetem.
PS Spojrzałem w górę i co widzę?! Rozpostarte wyziewy silnika samolotu na niebie w kształcie chromosomów... Autentycznie zaskakujące! Tylko jak to odnieść do powyższych wypocin?!
PS Spojrzałem w górę i co widzę?! Rozpostarte wyziewy silnika samolotu na niebie w kształcie chromosomów... Autentycznie zaskakujące! Tylko jak to odnieść do powyższych wypocin?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz