Przyznaję, że obecność Internetu wpłynęła znacząco na zmianę moich inklinacji muzycznych - w sensie pozytywnym raczej... Kiedyś bowiem wystarczyło, iż w stacji radiowej mielono aż do spalenia jakiś pseudohit, a ja to bezmyślnie aprobowałem. Jednakże w toku dalszych ekspedycji MP3-owych po sieci, nabrałem przekonania, że ewidentnie błądzę. Serwery wprost nabrzmiewają plikami, których zawartość jest high quality, a mnie przecieka czas przez palce na słuchaniu bezmózgiej popeliny z RMF FM. Dosyć!
A wszystko w zasadzie zawdzięczam Andrei Bocellemu i jego interpretacji monumentalnego Nessun dorma. Odtąd zatem można by wyznaczyć umowny punkt transformacji gustu muzycznego u mnie.
Potem zaś przyszła kolej na standardy jazzowe spod znaku Sway czy Meglio stasera, przy czym muszę zaznaczyć, że początkowo wciągnęło mnie jedynie wariackie tempo swingu. Nic ponadto!
Znajomość z gospel natomiast zawarłem w chwili, gdy usłyszałem po raz pierwszy His eye is on the sparrow (hymn gospelowców) i co tu ukrywać, dotknąłem prawie absolutu.
Oczywiście drapieżne riffy także stymulują mój umysł, ale irytuję się faktem, iż ostatnio nastał trend na wplatanie rockowych wstawek w bylejaki pop. Ten mezalians nie ma racji bytu! Jeżeli miałbym komuś pogratulować świetnie zagranego niedawno utworu rockowego, to swoje ukłony kieruję głównie w stronę duetu - Jacek Królik i Ryszard Sygitowicz. Crosstown traffic (CD: Hey Jimi - Polskie gitary grają Hendrixa, 2008), bo o nim rzecz, jest szaleńczą feerią zgrzytów i trzasków gitar w zestawieniu z potężnym soulowym wokalem Małgorzaty Stępień (uczestniczka I edycji polsatowskiego Idola).
Równie wielką sympatią darzę też: musical, blues, folk, trip-hop, ballady, muzykę instrumentalną czy orientalną. Muzyka, bez względu na przynależność do danego genru, powinna spełniać po prostu kryteria estetyczne i bazować na artyzmie, nie komercji. To tyle na dziś!
A wszystko w zasadzie zawdzięczam Andrei Bocellemu i jego interpretacji monumentalnego Nessun dorma. Odtąd zatem można by wyznaczyć umowny punkt transformacji gustu muzycznego u mnie.
Potem zaś przyszła kolej na standardy jazzowe spod znaku Sway czy Meglio stasera, przy czym muszę zaznaczyć, że początkowo wciągnęło mnie jedynie wariackie tempo swingu. Nic ponadto!
Znajomość z gospel natomiast zawarłem w chwili, gdy usłyszałem po raz pierwszy His eye is on the sparrow (hymn gospelowców) i co tu ukrywać, dotknąłem prawie absolutu.
Oczywiście drapieżne riffy także stymulują mój umysł, ale irytuję się faktem, iż ostatnio nastał trend na wplatanie rockowych wstawek w bylejaki pop. Ten mezalians nie ma racji bytu! Jeżeli miałbym komuś pogratulować świetnie zagranego niedawno utworu rockowego, to swoje ukłony kieruję głównie w stronę duetu - Jacek Królik i Ryszard Sygitowicz. Crosstown traffic (CD: Hey Jimi - Polskie gitary grają Hendrixa, 2008), bo o nim rzecz, jest szaleńczą feerią zgrzytów i trzasków gitar w zestawieniu z potężnym soulowym wokalem Małgorzaty Stępień (uczestniczka I edycji polsatowskiego Idola).
Równie wielką sympatią darzę też: musical, blues, folk, trip-hop, ballady, muzykę instrumentalną czy orientalną. Muzyka, bez względu na przynależność do danego genru, powinna spełniać po prostu kryteria estetyczne i bazować na artyzmie, nie komercji. To tyle na dziś!
PS Przed momentem włączyłem sobie VIVĘ, na której przedstawiono ranking dziesięciu topowych propozycji tylko z Polski i ku mojemu zdumieniu znalazł się w nim również najnowszy przebój Andrzeja Piasecznego Chodź, przytul, przebacz (CD: Spis rzeczy ulubionych, 2009) Nie jest tajemnicą, że zdążyłem już rozsmakować się w tej piosence, stylizowanej na poczciwe lata 90. i tym bardziej cieszy mnie ustawiczny wzrost jej popularności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz